Worldwork w Warszawie

Już trzy dni Worldworku w Warszawie za nami. Obiecywałem, że będę pisał o tym co się wydarza w trakcie tej konferencji, ale każdy dzień jest tak intensywny i wypełniony po brzegi, że trudno mi znaleźć czas i siłę, żeby się czymkolwiek podzielić. Dzisiaj obudziłem się wcześniej, więc mogę spróbować.

Worldwork zaczął się w niedzielę, ale przygotowania do niego trwały od wielu miesięcy. Było wiele dyskusji na stringu internetowym, prac nad sobą i prac w zespołach facylitujących duże poranne i wieczorne procesy, w zespołach prowadzących małe, popołudniowe grupy; Było też wiele pracy organizacyjnej. Na koniec, w piątek wieczorem, spotkaliśmy się fizycznie. Było nas ponad 70 osób. Cała sobota zeszła nam na dalszych przygotowaniach. Procesowaliśmy w naszym gronie sprawy duże i małe, żeby przygotować się najlepiej jak potrafimy do nadchodzących pięciu dni wytężonej pracy. W niedzielę rano zespół przygotowujący Worldwork od strony organizacyjnej wraz z Amy i Arnim przywitali przybyłych.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Było wiele oklasków,radości i różnych informacji organizacyjnych. Sala wibrowała energią. Było na niej ponad 500, podekscytowanych osób z 43-ch różnych krajów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Pierwszy dzień facylitowali Amy i Arni. Po krótkim wykładzie na temat procesu grupowego i prowadzonej pracy wewnętrznej, rozpoczął się duży proces, który dotyczył II wojny światowej i jej dziedzictwa. Facylitatorzy zaproponowali role. Każdy, kto poczuł, że ma coś do wyrażenia lub przepracowania w jej obszarze mógł stanąć w miejscu dla niej wyznaczonym i to zrobić . Po jednej stronie pojawiła się rola, która została nazwana Hitlerem, i tych którzy byli po jego stronie, a po drugiej rola tych, którzy stanęli na jego drodze.

To co zadziało się później było niezwykle intensywne i wielowątkowe. Dla mnie najważniejszym odkryciem tego procesu było to, że druga wojna światowa była próbą popełnienia przez Niemców zbiorowego samobójstwa na masową skalę. Zniszczenia nie tylko wszystkiego wokoło, ale również siebie samych. To odkrycie potwierdza tezy ostatniej, napisanej tuż przed śmiercią, książki Ericha Fromma „Anatomia ludzkiej destruktywności”.

Trzeba być częściowo martwym, żeby móc zabijać. Jak wyraził to z bólem i w męce jeden z uczestników, procesujący rolę hitlera: „Chciałbym umrzeć, ale ta odrobina życia, która we mnie pozostała sprawia, że zabijam”.

Po zakończeniu procesu pojawiła się zbiorowa reakcja na sali, że jednak przeżyliśmy, radość że jednak żyjemy, na co Arni odpowiedział: „Tak i nie”. Przeżyliśmy i nie przeżyliśmy. Dziedzictwo tamtych doświadczeń żyje w nas nadal. Nadal się z nim zmagamy. Raz jedno raz drugie bierze w nas górę, więc ważne jest żebyśmy chwila po chwili wspierali tę stronę, którą w nas wybieramy i równocześnie nie marginalizowali drugiej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

0

You must be logged in to post a comment.